Facebook

piątek, 12 lipca 2013

Gdańska przygoda

Rodzina Be (Mama, Tata, Mi i Babcia E.) wyjechała na wakacje. Było to możliwe dzięki przyjacielskiej wspaniałomyślności państwa H., którzy to udając się w podróż poślubną udostępnili nam swoje Gdańskie mieszkanie. Rodzina Be jest im niezwykle wdzięczna! :*
Jest nam dobrze, wspaniale wręcz! I bawimy "się świetnię"!
Mi jest zachwycony morzem i plażą, ale to było do przewidzenia. Obawialiśmy się jak to będzie z wycieczkami innego typu (muzeum, ZOO), okazało się że zupełnie niepotrzebnie. Miłosz spokojnie wszystko znosi, ba! On nawet jest zadowolony. Zamontowany w swym nosidle (TULA), albo zasypia albo uśmiecha się i macha (nawet do manekinów - gdy nie odmachują, jest bardzo zawiedziony) do wszystkich na około.

Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w ZOO, ale bardzo dawno temu, w Częstochowie nie mamy, więc wybraliśmy się także dla swojej przyjemności. Trening fok, karmienie pingwinów, piękne żyrafy, kopulujące żółwie, zabijające wzrokiem krokodyle. Wspaniałe!  Ale przy słoniu zawsze robi się nam tak jakoś smutno...







 Dzisiaj pogoda się trochę popsuła, ale nas nic nie zniechęci. To co "kierownik wycieczki" zaplanował zostało zrealizowane.
Oglądanie statku było niezwykłą atrakcją dla Miłoszka - wszystkie zegary, stery, kompasy, dźwignie powodowały okrzyki radości - "Uuu", "Oooo", "Tu!".



 Rodzinna Słitfocia.





W muzeum dziecko się najadło po czym zadowolone chciało się zapoznać z każdym nurkiem, marynarzem, czy inną interesującą postacią.



Po dniu pełnym wrażeń jesteśmy zmęczeni, ale niezwykle szczęśliwi. Pozdrawiamy!! :*

Prześlij komentarz