Facebook

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

wystarczająco dobra matka

Każdy lubi być dobry w czymś co robi, wtedy jesteśmy z siebie zadowoleni. Ale czasami bycie dobrym nie wystarcza i chce się być najlepszym. Jedni w sporcie, inni w muzyce, w szkole, w pracy, ale nie tylko. Takie ściganie się może mobilizuje nas, motywuje do dawania z siebie wszystkiego. Z jednej strony może dobrze i w niektórych dziedzinach to nawet potrzebne, ale czy we wszystkim?
W ogromnej mierze dotyczy to również rodzicielstwa. Myślę, że szczególnie macierzyństwa. Mamy chcą być najlepsze we wszystkim co robią i nie uważam, żeby społeczeństwo tego od nich wymagało. Myślę sobie, że te wyścigi od najmłodszych lat szkolnych są w nas zakorzenione tak bardzo, że nawet w byciu rodzicem kobiety pragną udowodnić przed sobą i przed innymi że są w tej roli najlepsze. 

Piszę to, ponieważ po urodzeniu się Miłosza "najlepsiejstwo" dopadło również mnie. Wydawało mi się, że zjadłam wszystkie rozumy. Wszystko co ja robiłam było oczywiście najlepsze, moje dziecko też było najlepsze i każdy powinien robić tak jak robię ja. Ciekawe jest to, że pojawianie się każdego kolejnego dziecka zmieniało moje patrzenie na bycie rodzicem ale także moje spojrzenie na innych rodziców. 

Doszłam do wniosku, że nie muszę być najlepsza. Postanowiłam być wystarczająco dobrą mamą dla moich dzieci. Mam prawo się zdenerwować tak samo jak oni, nie muszę wciąż chodzić i sprzątać, pozwalam sobie na bałagan jeśli mi się nie chce, nie gotuję obiadów, a jeśli Bartkowi się też nie chce robić to przecież "obiadki domowe" nam przywiozą coś pysznego. Mam dni kiedy robię wszystko tak żeby dzieci były w pełni zadowolone i idziemy wszędzie gdzie one chcą, ale mam też takie że nosa z domu nie wyściubię choćby był armagedon, bo na przykład nie mam siły ani ochoty ruszać się gdziekolwiek. Nie muszę im wszystkiego zabraniać, jeśli same czegoś nie doświadczą to się nie nauczą. Obok bijatyk często przechodzę jakbym ich nie widziała (chyba że nabierają zbyt dużej mocy) bo wtrącanie się tylko pogarsza sprawę. Za normę uznałam fakt, że oni nie słuchają tego co się do nich mówi, rzuty na ziemię to codzienność a mnie nie pozostaje nic tylko czekać aż kiedyś im przejdzie faza buntu (czy jak to ktoś inaczej woli nazwać) dwulatka, trzylatka, czterolatka... 
Nie jestem i nigdy nie będę najlepsza, ale jestem wystarczająco dobrą mamą dla nich i tego jestem pewna.

A to co robią inni pozostawiam im i może jeszcze czasem przejdzie mi przez głowę, że można inaczej bo ja... ale staram się szybko te myśli wyłączyć. Każdy rodzic podejmuje swoje decyzje, uważając że są wystarczająco dobrym rozwiązaniem dla jego rodziny.













Prześlij komentarz