Facebook

poniedziałek, 25 lipca 2016

wakacje z dziećmi - Trójmiasto cz. I

To że możlkiwość odpoczynku gdy posiada się trójkę małych dzieci jest wprost niemożliwa to jest oczywiste, ale chcieliśmy wyjechać na wakacje. Bardzo długo zastanawialiśmy się gdzie. Kłopot dotyczył tego, żeby potrzeby każdego muszkietera były zaspokojone. Problem jednak polegał na tym, że póki co każdy z nich oczekuje czegoś innego: Miłosz rozrywki i najlepiej przebywania wśród dzieci z możliwością swobodnej zabawy, Kuba na chwilę obecną indywidualista który gdy obierze jakiś kierunek nie ma ochoty go zmieniać i dotyka wszystkiego co tylko jest w zasięgu ręki, natomiast Mikołaj to mały człowiek który potrzebuje niewiele: poprzytulać się, zjeść (wszystko co wpadnie w jego łapki), obserwować oraz wygodnie czworakować po każdej możliwej powierzchni. 
Dodatkowo chcieliśmy spełnić prośbę Miłosza i pojechać nad morze. Postanowiliśmy wyjechać tam gdzie jest morze, ale również wiele innych atrakcji dla rodzin z dziećmi. Obralismy kierunek - Trójmiasto.

To nieasmowite jak wiele te trzy miasta oferują. Każdego dnia mieliśmy kilka możliwości, kilka miejsc do odwiedzenia. Oto kilka z nich:


To muzeum na statku. Pierwszym pełnomorskim statku zbudowanym przez polską stocznię. Kóry przez 31 lat eksploatacji odbył 1479 podróży morskich. 
5 poziomów statku przebyliśmy z dwójką młodszych dzieci w nosidłach, Miłosz oczywiście na własnych nogach. Wiele emocji, szczególnie gdy mógł przez chwilę być kapitanem i kręcić prawdziwym sterem.











 Ośrodek Kultury Morskiej

To miejsce o którym Miłosz mówił codziennie i codziennie chciał tam wracać. Byliśmy na trzech wystawach, z czego jedna to interaktywna wystawa dla dzieci, specjalnie stworzona dla nich tak, żeby mogły dotknąc srpróbować wszystkiego. Wyposażona nawet w stroje! 

Publiczność zwiedzająca ekspozycję pozna także specyfikę pracy w porcie i za pomocą wózka widłowego może załadować do kontenera towary - ryż, kakao, owoce. Z kolei miłośnicy podróży w głąb oceanu zasiądą za sterami batyskafu, aby odbyć wirtualną wycieczkę do leżącego na dnie wraku. To jedyna w Polsce wystawa, na której wejdziemy na pokład mostku kapitańskiego i chwycimy koło sterowe, aby uratować widocznego w oddali (czyli na ekranie LCD) rozbitka.











Nowoczesne centrum nauki, które dzięki interaktywnym oraz mulitimedialnym wystawom pokazuje ciekawe oblicze nauki o fizyce, chemi, astronomii, biologii czy matematyce oraz historii. Dostępne dla każdego, metody poznawcze "spróbuj sam". A wszystko usytuowane na Górze Gradowej na terenie Fortu Grodzisko. 
Kilka różnych wystaw w tym dwie przystosowane dla dzieci powyżej 4 roku życia: planetarium oraz Laboratorium Pana Kleksa z zadaniami i zagadkami dla dzieci,  na które Miłosz poszedł z Tatą, a ja z Maluchami w tym czasie piknikowałam lub spacerowałam. Pozostałe zwiedzaliśmy z nosidłami.
W tym miejscu można spędzić nawet cały dzień!










Małe rekiny były główną atrakcją dla Miłosza i przede wszystkim je zapamietał. Największe wrażenie zrobiła na nas sala Rafa Koralowa. Niesamowite kolory. Pięknie.
Teraz jeszcze większej ochoty nabraliśmy aby wybrać się do Wrocławskiego Afrykarium!









Gdańskie ZOO

Jeden z ładniejszych ogrodów zoologicznych w jakich byliśmy, od ostatniej naszej wizyty (3 lata temu) niesamowicie rozbudowane. Największą atrakcją była dla chłopców lwia rodzina!





Ogromna hala z równie ogromną ilością interaktywnych stanowisk. To było miejsce w którym każdy z chłopców znalazł swoje miejsce, to co go najbardziej interesowało. Fantastycznie przygotowane dla wszystkich i dużych i tych najmniejszych. Spędziliśmy tu kilka dobrych godzin.










Ponieważ Miłosz bardzo namawiał nas na wyjścia w miejsca w których są interaktywne wystawy poszliśmy również do EduParku.


Obejrzeliśmy wystawy na terenie muzeum oraz statek Błyskawica. Tutaj chyba zwiedzanie było najtrudniejsze ze względu na humor Dżejka który miał dosyć kiepski dzień szczególnie na jeżdżenie wózkiem, gdy przeniosłam go do nosidła było o niebo lepiej. 




Było aktywnie, interesująco, ale oczywiście nie obyło się bez stęków, jęków, rzutów na ziemię czy kup w najmniej odpowiednim miejscu. Ale nie czuliśmy się w tym osamotnieni i to było pocieszające. 



Prześlij komentarz