Facebook

piątek, 9 stycznia 2015

Idzie matka z dzieckiem do lekarza. Czyli historia ze szpitalem w tle.

Historia którą przedstawiam miała miejsce w przeciągu ostatnich 24 godzin i dotyczy Naszego Syna Młodszego Jakuba.

Wypada czasem zbadać dziecko, nawet gdy nie choruje, tak po prostu iść do lekarza żeby zajrzał wszędzie gdzie trzeba i stwierdził czy latorośl rozwija się dobrze z medycznego punktu widzenia. Poza przeglądem ogólnym chciałam zapytać o dwie rzeczy które trochę mnie niepokoiły, w tym o lekkie Kuby dyszenie. Wybraliśmy się więc z Synem Młodszym na przegląd.  
Zaraz po wejściu do przychodni zważono Go. Waga pokazała imponujący wynik jak na niespełna 5 miesięczniaka - 9 kg.
Następnie przyjął Nas doktor. 
Pogadaliśmy chwile o dietach niemowlęcych, dostałam wskazówki co i kiedy podawać a następnie lekarz zaczął osłuchiwać Kubę. 
Zapytał od kiedy dyszy. Mówię że od ok 2 tygodni, ale ponieważ nic poza tym się nie działo nie pedziliśmy do przychodni. No i się zaczęło.  
Dowiedziałam się że dziecko się dusi, ma jakieś zmiany w oskrzelach, jak mogłam tak długo zwlekać. Teraz kwalifikuje się tylko do szpitala! 
Wystraszona z poczuciem winy wyrodnej matki pytam Go jednak czy na pewno jest to konieczne i czy tylko na badania tzn. jakieś prześwietlenie i czy On po prostu nie może przepisać leków? ( bo dziecko na chore nie wygląda, gorączek nie miało, katarów też...).
Na to usłyszałam że prześwietlenie Kuby nie wyleczy a On ryzykować nie będzie.  Podał mi skierowanie do szpitala i wyszliśmy. (wizyta trwała 5 minut płaci za nią NFZ).

Targały mną skrajne emocje. Zadzwoniłam do Bartka, opowiedziałam co usłyszałam. Zdecydowaliśmy że pójdziemy jeszcze do jednego lekarza. Zadzwoniliśmy, powiedział że może nas przyjąć po 20.
W czasie oczekiwania na wizytę nr dwa, ze strachu co pięć minut sprawdzałam czy Kuba oddycha.
Lekarz przyjął nas o 21 ( przed nami było jeszcze jedno dziecko). 
Zrobił wywiad w którym zadał milion pytań co, kiedy, gdzie, ile, jak często... poczym przeszedł do badania. Osłuchiwał Kubę na sto sposobów próbując zmusić Go do jakiegoś wysiłku, w tym płaczu. Zajrzał gdzie trzeba, zważył - trwało to około 20 minut. Po czym powiedział, że niczego nie słyszy, dziecko jest czyste. Okaz zdrowia. A sapanie, no cóż... ciężki jest, Jego krtań mierzy 4mm to po wysiłku jak ma nie dyszeć. 
Zalecił trzy dni posiedzieć na wszelki wypadek w domu oraz podawanie witamin. (wizyta trwała godzinę, płaciliśmy z własnej kieszeni).

Koniec historii.
Myślę że więcej nie muszę pisać gdyż mogłaby to być jedynie wiązaneczka, którą nie każdy miałby ochotę przeczytać. 






Prześlij komentarz