Facebook

sobota, 10 maja 2014

spotkania

Kiedy byliśmy u nich po raz pierwszy gdy mieli już córeczkę, nie mogłam od niej oderwać oczu, byłam zachwycona i Darią i Nimi, jej rodzicami, wszystko wydawało się takie proste i naturalne. Za drugim razem było tak samo, z tą różnicą, że Daria była chodząca, komunikatywna i sama proponowała zabawy. Kolejny raz gdy już pojawił się Bartuś, a Daria tańczyła do puszczonej z radia muzyki, ja oczywiście również byłam zachwycona i nie mogłam się doczekać kiedy pojawi się moje dziecię. 

Gdy urodził się Mi Gosia (mama Bartka i Darii i żona Jarcza - wyśmienitego perkusisty) była dla mnie ogromnym wsparciem w tych pierwszych najtrudniejszych chwilach macierzyństwa. Za co ogromnie Jej dziękuję! :*

 Doskonale pamiętam gdy z maleńkim jeszcze Miłoszem po naszym następnym spotkaniu byłam przerażona natężeniem dźwięku który wydobywał się z dziecięcych gardeł. I nie mogłam uwierzyć, że dwie małe istoty mają w sobie tyle siły (przypuszczam, że trafiliśmy akurat na gorsze dni, bo jak wiadomo i takie dzieciom się zdarzają).
Przy następnej wizycie Miłosz już roczny, chodzący potrafił się w miarę dogadać z Bartkiem oraz Darią. Wczoraj natomiast dzieci bawiły się wspaniale, Daria okazała się najlepszą opiekunką jaką można sobie tylko wymarzyć, a Bartek doskonałym kompanem do treningów piłkarskich. A my (rodzice) mogliśmy swobodnie rozmawiać - oby więcej tych naszych spotkań było!















Ogromnie lubię obserwować relacje które zachodzą między dziećmi. Na każdym etapie rozwoju jest inaczej. Ale jedno pozostaje niezmienne: zaprzyjaźnić się można w sekundę, a do wspólnej zabawy dołączyć tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, naturalnie bez jakiegoś skrępowania. Mam wrażenie, że z wiekiem coraz bardziej się zamykamy i nie jesteśmy już tak bardzo otwarci i elastyczni jak maluchy. I właściwie nie wiem czego jest to kwestia. Czy tego, że zaczynamy oceniać, czy po prostu tracimy ochotę na poznawanie tego co nieznane?
Prześlij komentarz