Facebook

wtorek, 6 maja 2014

kara

Pracowałam kiedyś przez rok jako nauczyciel rytmiki w przedszkolu. Prowadziłam zajęcia w dwóch grupach, w jednej były dzieci w wieku 2,5 - 4 lat a w drugiej 5- 6 lat.Nie było łatwo, szczególnie w grupie pierwszej. Dużo małych dzieci, które nie koniecznie mają ochotę współpracować. Raz zdarzyła się sytuacja, w której nie wiedziałam już co zrobić i w końcu postawiłam chłopca do kąta. Bezsilność i złość które wtedy czułam doprowadziły do tego, że poniżyłam go bo nie chciał wykonywać moich poleceń. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, że może być to czymś złym. Dowiedziałam się po fakcie od pani która w tym przedszkolu pracowała, wytłumaczyła mi dlaczego zrobiłam źle, ja początkowo oburzona do dzisiaj żałuję że w taki sposób się zachowałam.

Kary, większość z nas doskonale je zna, od najmłodszych lat za nieposłuszeństwo jesteśmy karani. Zakazy, nakazy, odizolowanie czy bicie. Doświadczyłam wszystkich możliwych opcji i pamiętam, że nie wniosły nic dobrego w moje życie a jedynie strach. Strach, który oddalał od karzącego, zaburzał zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Pamiętam również, że kary nie pomagały mi w poradzeniu sobie z ewentualnym problemem, ale wręcz powodowały że się on nasilał.

Po sytuacji z chłopcem postawionym do kąta postanowiłam, że karać nie będę, ani dzieci obcych ani swoich. Nie tędy droga. Wolę poszukać innych sposobów. Wolę rozmawiać i tłumaczyć. Wolę postawić się na miejscu dziecka i w miarę możliwości dojść do porozumienia które zaspokoi potrzeby dziecka (które dopiero wszystkiego się uczy) ale także moje. Nie chcę tresować, chcę wychowywać dzieci w taki sposób aby miały poczucie bezpieczeństwa, ufały mi, czuły że szanuję je i ich zdanie. Żeby wiedziały, że w tych najdrobniejszych ale też trudnych dla nich sytuacjach mogą bez względu na wszystko, bez strachu liczyć na moją pomoc i wsparcie.

I wiem, że można to osiągnąć bez karania i krzyków.

Tego chcę, dla nich i dla siebie, dla naszej rodziny.


Prześlij komentarz