Facebook

środa, 25 grudnia 2013

słowotwórstwo czyli, każdy wyraz musi mieć minimum dwie sylaby

Świąteczny czas. Wigilia, a nawet dwie Wigilie (to dopiero czad) wspaniałe. Rodzinnie, pysznie, miło, tak jak być powinno, po prostu dobrze.
Żeby tradycji stało się za dość, kolędowaliśmy oczywiście. Ale jak wiadomo na jednej zwrotce śpiewanie zazwyczaj się kończy, gdy są dwie to już jest bogactwo! Ale Mój Tata, pasyjny śpiewak, to znaczy... człowiek śpiewający z wieeeeeeelką pasją przygotował kolędowe karaoke, dzięki czemu odśpiewaliśmy wszystkie możliwe kolędy, niektóre posiadały nieskończoną liczbę zwrotek i właśnie z tych co nieskończoną ich ilość miały Miłosz miał największą radość. Bo już po trzeciej zwrotce znał rytm i śpiewał razem z Nami!!

Ale o czymś innym pisać chciałam.
Obok całego świątecznego zabiegania, Mi jak chyba każde dziecię, funkcjonuje po swojemu. Od wczoraj własnie, od Wigilijnego wieczoru Syn postanowił że każde słowo które będzie wypowiadane z Jego ust musi posiadać minimum dwie sylaby.
A wszystko zaczęło się od ukochanego teletubisiowego Po.

Kilka dni temu Miłosz się przejęzyczył (to znaczy mnie się tak wydawało) opowiadając o jakimś kaPo. Ale ponieważ przejęzyczenie trwało i trwało i więcej było kaPów niż samych Po to Matka w końcu zrozumiała że Po zmienił się na dobre w kaPo.
Gdy już zdążyłam się do kaPo przyzwyczaić nagle sam Po wrócił. I pomimo lekkiego zagubienia jakoś się w sytuacji odnalazłam. Wczoraj jednak, nastąpił wielki powrót 'ka'! Bo już nie tylko kaPo, ale również kaBam, kaBaba, kaBum, kaPaka, kaPam i nawet kaMama się pojawiła.
Jednosylabowe słowa już jednosylabowe nie są, a Syn tworzy swój własny 'ka'Słownik.
Rozszyfrowanie 'o co chodzi' chwilę dłuższą rodzicom zajęło. Ale na szczęście Miłoszowe szyfry odszyfrowane zostały i teraz ze spokojnymi głowami pisać nowy słownik możemy.


A poniżej Matczyne bombkowe zdjęciowe serca :)






Prześlij komentarz